Jeden dzień w Budapeszcie


Stare wyblakłe zdjęcie, a na nim mała dziewczynka z dwoma kitkami ubrana w czerwoną sukienkę w białe kwiatki. Dziewczynka stoi na placu przed ogromnym, charakterystycznym budynkiem parlamentu w stolicy Węgier. Miejsce to niewiele się zmieniło do dnia dzisiejszego.

Tą dziewczynką ze zdjęcia byłam ja. Miałam jakieś 4 lata, kiedy rodzice zabrali mnie w pierwszą zagraniczną podróż na Węgry. Z opowieści wiem, że odwiedziliśmy Budapeszt oraz Hajdúszoboszló, gdzie kąpaliśmy się w ciepłych basenach termalnych. Moje wspomnienia z tamtego okresu są bardzo mgliste. Może to nawet nie wspomnienia, a obrazy utrwalone opowieściami rodziców? A gdyby tak zobaczyć Budapeszt jeszcze raz jako dorosły?

Planując podróż do Rumunii i układając trasę dojazdową, która miała poprowadzić nas przez Węgry, zastanawiałam się, czy jest sens zatrzymać się na jeden dzień w Budapeszcie. Jeden dzień to tak naprawdę tylko kilkanaście godzin – ile będziemy w stanie zobaczyć w tak krótkim czasie? Okazało się, że całkiem sporo, ale w podróżach nie chodzi tylko o zwiedzanie i oglądanie budynków, a o poczucie klimatu danego miejsca, poznanie jego osobliwości, zasmakowanie możliwości, które oferuje.

Budapeszt kompletnie nas zaskoczył swoją wyluzowaną i bezpretensjonalną atmosferą. Przez kilkanaście godzin zdążyliśmy zanurzyć się w jego zakamarkach i zachwycić się jego urokiem. Dzisiaj podjęłabym taką samą decyzję – każda minuta spędzona w tym pięknym mieście nad Dunajem była wyjątkowa.

Dojechanie do stolicy Węgier z naszego miejsca zamieszkania zajęło nam 12 godzin. Po całym dniu drogi byliśmy umęczeni, ale nie było jeszcze na tyle późno, żeby iść od razu spać. Rozlokowaliśmy się w naszym hostelu, który usytuowany był w samym sercu miasta na wschodnim brzegu Dunaju, w dzielnicy Peszt, i wybraliśmy się na krótki spacer wzdłuż bulwaru przy rzece. Statki pływające po Dunaju, pięknie podświetlone budynki, wszechobecna muzyka, ludzie popijający wyskokowe napoje przy stolikach ustawionych wzdłuż bulwaru. Nasze zaciekawienie wzbudziła spora grupa ludzi tłoczących się na pobliskim łańcuchowym moście, XIX-wiecznym Moście Wolności. Kiedy podeszliśmy bliżej zauważyliśmy, że most jest zamknięty dla ruchu pojazdów, a ludzie siedzą na kocach, niczym na najzwyklejszym pikniku, jedzą, piją i rozmawiają. Natomiast kawałek dalej DJ grał muzykę, a tłum dookoła tańczył. Odezwał się nasz pragmatyzm - jak można zamknąć jeden z kilku mostów w stołecznym mieście i wykorzystywać go jako powierzchnię do imprezowania? Okazuje się, że most jest zamykany dla ruchu samochodowego jedynie w wybrane letnie weekendy. Właśnie wtedy na chwilę zmienia się jego przeznaczenie - odbywają się na nim koncerty, pokazy czy grupowe aktywności fizyczne. Wydarzenia na Facebook’u na bieżąco informują o imprezach odbywających się na moście. Każdy, kto chce, może zorganizować własne wydarzenie, oczywiście przy zastosowaniu się do określonych wytycznych. Wyobraźcie sobie – zamiast sceny w lichej podrzędnej knajpce macie swój debiut muzyczny w sercu miasta na Moście Wolności – to byłoby coś!

Most Wolności
Most Wolności

Kolejnego dnia wracamy w okolice mostu, jednak zanim go przekroczymy, udając się w stronę położonej na zachodnim brzegu dzielnicy Buda, minie jeszcze wiele godzin. Do tego czasu będziemy pieszo zgłębiać zakamarki Pesztu, który stanowi około 2/3 terytorium całego miasta. Pieszo i hulajnogą, bo to był środek transportu naszego najmłodszego podróżnika ;). To rozwiązanie idealnie się sprawdziło – żadnego marudzenia, że bolą nogi i trzeba dalej chodzić – polecamy je wszystkim rodzicom!

Naszą trasę zwiedzania ułożyliśmy tak, żeby zahaczyć o najbardziej znane zabytki, ale też żeby znalazły się na niej parki, w których moglibyśmy znaleźć chwilę wytchnienia. Kawa i lód na parkowej ławeczce z widokiem na stawik albo klomby kwiatów – tak ładujemy baterie na kilkugodzinną wędrówkę przez miejską dżunglę.

Pierwszym punktem na naszej trasie była Wielka Synagoga. Jest ona największa w Europie i trzecia co do wielkości na świecie po synagogach w Jerozolimie i w Nowym Jorku. Powstała w latach 1854-1859 w stylu mauretańskim, jednak pod koniec II Wojny Światowej została zniszczona przez węgierskich nazistów. Jej odbudowa zakończyła się dopiero w 1996 roku. Budowla jest naszym zdaniem obowiązkowym punktem na trasie zwiedzania Budapesztu - jest imponująca, zarówno pod względem wyglądu jak i wielkości. Synagoga ma powierzchnię 1200 m2, a jej wieże mają po 44 m wysokości. We wnętrzu świątyni znajdują się miejsca siedzące dla blisko 3000 osób! W cenę biletu jest wliczone zwiedzanie z przewodnikiem. Na wycieczkę po angielsku trzeba trochę poczekać, ale warto, żeby dowiedzieć się więcej o historii synagogi, cmentarzu zaprojektowanym w formie ogrodu znajdującym się tuż obok - miejscu pochówku prawie 2600 Żydów, którzy zginęli w Budapeszcie podczas Holocaustu i o drzewie życia – pomniku upamiętniającym ofiary tych strasznych wydarzeń. W kompleksie znajduje się też Muzeum Żydowskie, do którego wchodzi się już samemu.


Wnętrze Wielkiej Synagogi
Wnętrze Wielkiej Synagogi
Cmentarz ofiar Holocaustu
Wielka Synagoga
Drzewo Życia
Muzeum żydowskie

Spod synagogi udaliśmy się w kierunku Bazyliki Świętego Stefana - największego kościoła w stolicy Węgier, a następnie ruszyliśmy dalej na Skwer Wolności i pod Parlament

Bazylika Świętego Stefana
Bazylika Świętego Stefana
Pomnik ofiar okupacji niemieckiej latach 1944-45
Skwer Wolności
Pomnik Reagana

Budynek węgierskiego Parlamentu Narodowego to najokazalszy budynek Budapesztu, a zarazem chyba jeden z najsłynniejszych europejskich gmachów parlamentarnych - masywny i strzelisty, ale jednocześnie smukły dzięki ozdobnym wieżom i wieżyczkom, uderzający swoim przepychem. Ponoć do jego budowy wykorzystano 40 kilogramów złota, pół miliona kamieni szlachetnych i 40 milionów cegieł. Budynek ma 268 metrów długości, a w środku znajduje się aż 681 pomieszczeń. Jeśli będziecie w Budapeszcie dłużej niż jeden dzień koniecznie zarezerwujcie sobie czas na zwiedzanie wnętrza Parlamentu – bogactwo pomieszczeń, które wręcz ociekają złotem, oszałamia. Bilety na zwiedzanie Parlamentu najlepiej zarezerwować z wyprzedzeniem. My ze względów czasowych nie planowaliśmy odwiedzin środka.

 
Parlament Narodowy
Parlament Narodowy
Pomnik Józefa Attila
Muzeum etnograficzne

Spod Parlamentu ruszyliśmy na promenadę nad Dunajem, aby wrócić do Mostu Łańcuchowego – punktu w którym zaczynaliśmy naszą trasę. Po drodze trafiliśmy na miejsce, które bardzo nas poruszyło – miejsce pamięci ofiar Holocaustu, pomnik autorstwa Gyula Pauera przedstawiający 60 par butów. Umiejscowienie pomnika nie jest przypadkowe, ponieważ właśnie na nabrzeżu Dunaju odbywało się wiele egzekucji węgierskich żydów. Przed wykonaniem egzekucji faszyści kazali swoim ofiarom zdjąć buty i ustawić się w rzędzie, tak, aby po rozstrzelaniu ciała wpadały do Dunaju i płynęły z nurtem rzeki.

Miejsce pamięci ofiar Holocaustu
Miejsce pamięci ofiar Holocaustu

Po przejściu mostu Łańcuchowego kontynuowaliśmy spacer w kierunku Wzgórza Zamkowego, na które postanowiliśmy wspiąć się pieszo. Czekała nas mozolna wędrówka w górę po kilkuset schodach, za to nagrodą po dojściu do przepięknej Baszty Rybackiej był widok z góry na Parlament, Wyspę Małgorzaty i historyczną część Pesztu. Aby dostać się na Wzgórze Zamkowe mogliśmy też skorzystać z innej opcji - za drobną opłatą mogliśmy wjechać na nie zabytkową kolejką zębatą Siklo z 1870 roku. Czy jednak docenilibyśmy wtedy w takim samym stopniu cudowną panoramę miasta? Spod Baszty czekał nas już rzut beretem do wspaniałego Kościoła Macieja, pomnika konnego króla Świętego Stefana oraz Kolumny Świętej Trójcy. Krótka przerwa na obiad i ruszyliśmy w kierunku Zamku Królewskiego, którego historia sięga XIV wieku. Obecny wygląd Zamku nie jest jednak wierny oryginałowi, a jest efektem prac rekonstrukcyjnych po II wojnie światowej. Część obiektu udostępniona jest dla zwiedzających za darmo - tarasy i plac zamkowy, które są oblegane przez turystów niemal przez całą dobę. W pozostałej części Zamku znajdują się Muzeum Historii Budapesztu, Narodowa Galeria Sztuki oraz Biblioteka Narodowa im. Szechenyiego, które można zwiedzić odpłatnie.

Baszta Rybacka
Baszta Rybacka
Widok z Baszty Rybackiej
Baszta Rybacka
Kościół Macieja
Pomnik konny króla Świętego Stefana
Zamek Królewski
Zamek Królewski
Zamek Królewski
Widok z Zamku Królewskiego na Wzgórze Gellerta i Statuę Wolności

Z Zamku ruszyliśmy dalej w dół, w kierunku promenady nad Dunajem. Po pokonaniu ponad 2 kilometrów dotarliśmy do Kościołu w Skale. Jakież było nasze rozczarowanie, kiedy przed wejściem zobaczyliśmy tabliczkę, że w tym dniu nie ma więcej możliwości wejść do środka. Okazało się, że pomimo tabliczki drzwi do kaplicy były otwarte, a ludzie wchodzą. Postanowiliśmy skorzystać z okazji i również wemknęliśmy się do środka. Mieliśmy szczęście, trwała modlitwa na koniec dnia. To dlatego nie wpuszczano już turystów, ale nam jednak udało się zobaczyć kościół od środka.

Kościół na Skale
Kościół na Skale
Kościół na Skale

To był koniec zwiedzania Budy i znacznej części Pesztu, ale nie całkowity koniec trasy. Przed nami było jeszcze kilka miejsc do obejrzenia. Odwiedziliśmy jednak po drodze nasz hostel, żeby trochę odpocząć, zregenerować siły. Były nam potrzebne, żeby móc przez 4 kilometry wędrować aleją Andrássy út - najbardziej reprezentacyjną ulicą Budapesztu, na której znajdują się eklektyczne neorenesansowe budynki, m.in. gmach Opery, a także ambasady i sklepy znanych modowych projektantów. Na końcu alei znajduje się zbudowany z okazji tysiąclecia państwa węgierskiego Plac Bohaterów z pomnikiem Tysiąclecia z mierząca 34 metrów kolumną zwieńczoną figurą archanioła Gabriela. Zgodnie z legendą archanioł ukazał się pierwszemu węgierskiemu królowi, świętem Stefanowi, i nakazał mu przyjęcie korony oraz chrześcijaństwa. Za placem mieści się Park Miejski ze stawem, do którego się udaliśmy, aby podziwiać uroczy Zamek Vajdahunyad. Ciekawostką jest, że zamek powstał na początku XX wieku z okazji tysiąclecia istnienia państwa węgierskiego, i łączy w sobie kilka różnych stylów architektonicznych – gotycki, romański i renesansowy. Samo miejsce jest bardzo przyjemne – można rozłożyć się z kocem w parku, albo wypożyczyć łódkę lub rower wodny i popływać po stawiku.


Zamek Vajdahunyad
Zamek Vajdahunyad
Zamek Vajdahunyad

Dzień zbliżał się ku końcowi, nastała pora, by wracać. Nie mieliśmy już sił, by pokonać kilkukilometrowy odcinek do centrum pieszo. Udaliśmy się więc na stację metra Hősök tere i stamtąd najstarszą linią metra kontynentalnej Europy - żółtą linią M1, wpisaną na listę UNESCO, udaliśmy się do centrum.

Na koniec dnia, podobnie jak Węgrzy oraz inni turyści, usiedliśmy w jednej z knajpek przy bulwarze nad Dunajem, nieopodal Centralnej Hali Targowej. Popijając Mojito z widokiem na Most Wolności, Wzgórze Gellerta i Statuę Wolności, rozważaliśmy, jak szybko minął nam dzień w Budapeszcie, a także jakie niespodzianki będą na nas czekały podczas dalszej podróży – kolejnych 3 tygodni w Rumunii i Mołdawii.


Stwierdziliśmy, że niewątpliwie musimy jeszcze wrócić do Budapesztu – sporo  mamy tu jeszcze do zobaczenia, a miasto niejednym mogłoby nas zaskoczyć, oczywiście pozytywnie ;).

11 komentarzy:

  1. Kilka z tych miejsc odwiedziliśmy. Przyjechaliśmy ze Słowacji na jeden dzień i postanowiliśmy pozostawić auto po jednej stronie Dunaju i iść pieszo. Popołudniu osłabłam przez upały, akurat było ponad 30 stopni. Na szczęście doszłam do siebie i ruszyliśmy dalej.. Budapeszt pozostanie na zawsze w moim sercu i na pewno tu powrócimy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniale opisałaś atrakcje Budapesztu.Byliśmy tam kilka razy,cudne zabytki, widoki,wspaniała kuchnia i nawet brak znajomości węgierskiego nie przeszkadza.Bardzo dobrze zwiedza się to miasto!
    Pozdrawiam!
    Irena

    OdpowiedzUsuń
  3. To piękne miasto, a Twoja relacja bardzo zacheca2, aby je odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięć lat temu zatrzymałyśmy się na tydzień z przyjaciółką w Budapeszcie (byłyśmy już po dwutygodniowej, intensywnej podróży po Rumunii). Z tego okresu pamiętam, że zobaczyłam część opisywanych przez Ciebie miejsc, byłam chyba na wszystkich mostach, spędziłam wieczór na Wyspie Małgorzaty i zwiedziłam galerię w Muzeum Narodowym. Drugi raz w Budapeszcie spędziłyśmy prawie 24 godziny (znów wracając z Rumunii), czekając na autobus do Warszawy. I wtedy pamiętam, że oddaliłyśmy się od Dworca Keleti i dotarłyśmy do ogromnego parku. Wyśmienicie się tam wyspałam ;) Budapeszt ma świetną energię, ale polecam Rumunię. Stosunkowo "blisko" jest pociągiem do Sibiu. Pozdrawiam, M.
    mira-black-abyss.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie byłam, ale relacja absolutnie zachęca do odwiedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Spędziłam kiedyś tydzień w tym mieście 🙂

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne miasto, które uwielbiam. Świetnie poprowadziłaś po nim relację, tak że nawet ten kto nie był poczuje się jakby mieszkał tam przynajmniej z tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kościoły i zabytki to nie, ale wszelkie mosty, skwery, parki i place....uwielbiam :) Pięknie tam!

    OdpowiedzUsuń
  9. W Europie mamy bardzo wiele ciekawych miejsc i Budapeszt jest jednym z nich

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mieliśmy okajzi jeszcze zwiedzić Budapesztu ale widząc takie zdjęcia to ruszylibyśmy nawet dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i Twój komentarz!