Nowy Tomyśl - królestwo wikliny i złotych trunków

Wielkopolska to region pełen rekordów – jest tu między innymi największe w Europie skupisko pomnikowych dębów w Rogalińskim Parku Krajobrazowym, najgłębsza trasa turystyczna na świecie w Kopalni Soli w Kłodawie (pisałam o niej ostatnio – link), a także największy kosz wiklinowy świata w Nowym Tomyślu, wpisany do księgi Rekordów Guinnessa.

Żeby zobaczyć kosz – gigant i poczuć moc wikliny w oplecionym mieście, jak siebie charakteryzuje Nowy Tomyśl, wybraliśmy się tam ze specjalną wizytą. Daleko nie musieliśmy jechać – Nowy Tomyśl leży około 60 kilometrów na zachód od Poznania, a więc po godzinie byliśmy już na miejscu.

Pierwsze kroki w mieście skierowaliśmy w kierunku placu Niepodległości, przy którym ustawiony jest rekordowy koszt - ma długość prawie 20 metrów, szerokość blisko 10 metrów i wysokość około 9 metrów. Został wypleciony w ciągu zaledwie 3 dni przez 50 plecionkarzy z około 12 ton wikliny! Pierwszy rekordowy kosz stanął tu w 2000 roku na pamiątkę przełomu tysiącleci, a w 2006 roku został zastąpiony przez nowy, ustawiony dokładnie w tym samym miejscu. Można go podziwiać do dzisiaj.

O związku regionu nowotomyskiego z wikliną przypomina pamiątkowa tabliczka, którą znajdujemy tuż obok kosza: "Nowy Tomyśl - miasto i gmina - tu króluje polska wiklina". Rejon już od XIX wieku słynie z uprawy wikliny, a samo miasto Nowy Tomyśl jest znanym w Polsce i za granicą ośrodkiem wikliniarskiego wzornictwa przemysłowego i artystycznego. Dzięki współpracy lokalnych plecionkarzy i wikliniarzy, a także zaangażowaniu mieszkańców, firm i instytucji można w przestrzeni miejskiej, oprócz olbrzymiego kosza, znaleźć także inne formy z wikilny, takie jak wiklinowa muszla koncertowa, wiklinowe ozdoby na deptaku przy ulicy Mickiewicza, łączącej rynek z placem przykościelnym, wiklinowy glob ziemski, czy też wiklinowe igloo, czyli Wigloo. Wędrując przez miasto co rusz widzimy jakieś elementy dekoracji i przedmioty wykonane z wikliny, przekonując się o prawdziwości motta Nowego Tomyśla.


Oprócz wikliniarstwa w okolicy Nowego Tomyśla popularne jest również chmielarstwo. Wielkopolska może się poszczycić jednymi z najstarszych tradycji chmielarskich w Polsce, choć dziś nie odgrywa już kluczowej roli w tej gałęzi rolnictwa. Do rozwoju chmielarstwa i piwowarstwa na terenach Nowego Tomyśla przyczyniła się emigracja Czechów i Ślązaków do zachodniej Wielkopolski po okresie wojen husyckich w latach 1419-1434. Przywieźli oni ze sobą sadzonki najlepszych czeskich odmian chmielu oraz nowe dla ludności lokalnej doświadczenia związane z uprawą tej rośliny. 400 lat później, w 1837 roku, przybył na ziemię nowotomyską niemiecki kupiec i chmielarz żydowskiego pochodzenia - Józef Jakub Flatau, który odegrał nieocenioną rolę w promocji lokalnego chmielarstwa. „Pruski król chmielu”, jak o nim mówiono, sprowadził do Nowego Tomyśla sadzonki odmian chmielu z Czech i Bawarii. Zaczął z nimi eksperymentować, aby otrzymać nowe, według niego lepsze odmiany, które następnie promował jako „chmiel nowotomyski” i proponował jako alternatywę dla chmielu sprowadzanego wówczas z Ameryki. W owym czasie Nowy Tomyśl stał się bardzo konkurencyjnym ośrodkiem dla takich chmielarskich regionów w Europie jak Saaz czy Hallertau, a w szczytowym okresie rozwoju chmielarstwa w uprawy chmielu w regionie mogło być zaangażowanych nawet 20 000 osób. Rozwój chmielarstwa wpłynął także na wygląd miasta – dla zachowanego budownictwa z okresu drugiej połowy XIX wieku charakterystyczne są nadbudówki, które pełniły rolę naturalnych suszarni dla szyszek chmielowych.
Pomimo licznych wzlotów i upadków chmielarstwa w okresie międzywojennym chmiel w okolicach Nowego Tomyśla uprawiany jest po dzień dzisiejszy. Nie jest to już jednak tomyska odmiana chmielu, co wynika ze zmian preferencji plantatorów dyktowanych potrzebami odbiorców, a odmiany chmielu takie jak Marynka czy Magnum (supergoryczkowe) lub aromatyczna odmiana Lubelski i Perle, chętnie kupowane przez browary.


Aby dowiedzieć się więcej o wikliniarskich i chmielarskich tradycjach ziemi nowotomyskiej udaliśmy się do niewielkiego Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa, które funkcjonuje już od 1985 roku i jest jedyną tego rodzaju placówką w Polsce. Główną cześć muzeum stanowi zrekonstruowany budynek mieszkalny olęderskiego osadnika. Znajdziemy w nim wystawę na temat historii wikliniarstwa i plecionkarstwa w Polsce, odmian wikliny i innych materiałów plecionkarskich, a także historii chmielarstwa w Polsce. W drugim budynku, olęderskiej stodole, można podziwiać wystawy: Kosze dawniej i dziś – 100 lat polskiego wzornictwa plecionkarskiego i Artystyczne i użytkowe formy wiklinowe. Można tu podziwiać małe cuda z wikliny wyplecione przez prawdziwych artystów – kosze, designerskie wiklinowe torebki czy meble. Uzupełnieniem ekspozycji prezentowanych w muzeum jest tzw. salicarium, prezentujące w ramach uprawianych poletek ponad 55 odmian wierzby, pochodzących z różnych regionów Polski i zagranicy oraz rusztowania i słupy, na których latem rośnie rozpięty chmiel.



Spacerując po terenie muzeum zwrócicie zapewne uwagę na plenerowe dekoracje z wikliny – w większości są to prace konkursowe artystów, biorących udział w dorocznym w konkursie na najpiękniejsze rękodzieło plecionkarskie. Co roku w Nowym Tomyślu, pod koniec letnich wakacji, odbywa się największa i najważniejsza impreza w regionie – Jarmark Chmielo – Wikliniarski, który przyciąga fanów złotych trunków oraz wikliny, zarówno z Wielkopolski jak i dalszych regionów. Przez trzy dni, oprócz dobrej muzyki i wspaniałej atmosfery czekają na gości pokazy wyplatania, możliwość kibicowania artystom w konkursach plecionkarskich oraz możliwość zakupu gotowych wyrobów wikliniarskich.



Tuż obok muzeum znajduje się mały ogród zoologiczny – miejsce, którego nie mogliśmy ominąć będąc z dzieckiem. Bilety kosztują grosze w porównaniu z dużymi miastami - odpowiednio 4 zł bilet normalny i 3 zł bilet ulgowy – prawdziwe zaskoczenie! W zoo, na obszarze ponad 5 hektarów, żyje łącznie 48 gatunków zwierząt, w tym tak egzotyczne, jak gwanako, zebry, lamy i pawiany. Nas najdłużej zatrzymał wybieg dla świnek morskich i królików, z racji tego, że jesteśmy miłośnikami prosiaczków i sami mamy w domu dwa piękne osobniki. Wprost nie mogliśmy się napatrzeć!




W rejon Nowego Tomyśla zapewne jeszcze wrócimy wiosną lub latem, żeby podziwiać liczne ślady osadnictwa olęderskiego w okolicznych wioskach, z zachowaną starą drewnianą zabudową , zobaczyć wydmy na terenie Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego „Glińskie Góry” w okolicy miejscowości Przyłęk, a może nawet zdobyć Odznakę Krajoznawczą PTTK Powiatu Nowotomyskiego. W tym celu należy odbyć odpowiednią ilość wycieczek i zwiedzić wskazaną ilość obiektów krajoznawczych. Synek uwielbia zbierać odznaki, więc z chęcią się na to wyzwanie piszemy :)

14 komentarzy:

  1. Tak wiele jest ciekawych miejsc, o których istnieniu nie mamy pojęcia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe miejsce na podróż z dzieckiem. Szkoda, że tak daleko od Łodzi. Wyroby z wikliny robią wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam wiklinę! Dziękuję za ciekawy wpis!

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawe czy mój mąż da się namówić na taką wycieczkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy tam nie byłam. Muszę się wybrać kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia, ciekawy opis - i zachęcasz by odwiedzić to miejsce - a kto wie może gdy kiedyś tam pojadę to wspomnę ten wpis :P - pozdrawiam i życzę pięknego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
  7. Tam jeszcze nie byliśmy, choć Wielkopolska jest bliska naszemu sercu. Zapisuję sobie wszystko nazwy - będzie co zwiedzać wiosną :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyjemnie będzie zorganizować taką wycieczkę, pomysł podchwytuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny ten kosz, takiego wielkiego to jeszcze nie widziałam :-))

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy mnie tam nie było, ale widać jest co zwiedzać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawe miejsca. Trzeba się tam będzie wybrać w wakacje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Rodzina już zapaliła się do takiej wycieczki, będziemy działać. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowne miejsce :) A wyroby z wikliny to małe dzieła sztuki :) Warto odwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Musze się tam kiedyś wybrać, przecież od Poznania to żabi skok ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i Twój komentarz!