Wozy strażackie w zabytkowym kościele

Kim chcieliście zostać w dzieciństwie? Mój synek, podobnie jak wielu innych małych chłopców, marzył o zostaniu strażakiem. Alternatywą był zawód lekarza lub magika ;) W ostatnich latach jego preferencje zawodowe się zmieniły, jednak do dzisiaj chętnie oglądamy wspólnie wszelkiego rodzaju wozy specjalne – strażackie, policyjne czy bojowe.

Kiedy dowiedziałam się, że w Rakoniewicach, niewielkim miasteczku, położonym na trasie pomiędzy Grodziskiem Wielkopolskim a Wolsztynem, znajduje się Muzeum Pożarnictwa (zamiejscowy oddział Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach), wiedziałam, że na pewno się tam wybierzemy.

Takiego muzeum jeszcze nie widzieliście – znajduje się tu około czterech tysięcy eksponatów, dokumentujących historię straży pożarnej na terenie Wielkopolski, w tym sztandary, sikawki konne (najstarsza z 1776 roku!), wozy strażackie i hełmy. Wybrane hełmy można przymierzyć, podobnie jak strój strażaka, a żeby w pełni poczuć się jak zawodowy pogromca płomieni, można spróbować swoich sił zjeżdżając na strażackiej rurze! Chcenie zrobić trochę hałasu? Spróbujcie jak działa syrena alarmowa czy trąbki sygnałowe!



Ekspozycja Wielkopolskiego Muzeum Pożarnictwa została ulokowana aż w trzech budynkach. Jeden z nich, moim zdaniem najciekawszy, a zarazem najstarszy, to dawny kościół ewangelicki z drugiej połowy XVII wieku! Mało kto spodziewałby się, że w takim właśnie budynku może znajdować się muzeum o tematyce pożarniczej. Już sam budynek przykuwa uwagę swoją szachulcową konstrukcją oraz drewnianą wieżą zwieńczoną zabytkowym zegarem. Kościół ewangelicki funkcjonował tutaj do II wojny światowej, kiedy Rakoniewice były zamieszkane w większości przez niemieckich protestantów. Po wojnie Niemcy opuścili teren zachodniej Wielkopolski, a kościół przestał być użytkowany i długo niszczał. Dopiero w 1974 roku znaleziono dla niego nowe przeznaczenie, odremontowano go i przekazano na potrzeby powstającej ekspozycji muzealnej. 


 


Na podwórzu, za budynkiem kościoła, znajduje się sporych rozmiarów pawilon, a w nim kolekcja większych, zabytkowych wozów strażackich z lat 1927–1986 – prawdziwa gratka dla fanów motoryzacji. Wśród 25 wozów strażackich odnajdziemy blisko stuletnie pojazdy marki Chevrolet, Mercedes, Bedford czy Volkswagen, a także nasze polskie Stary. Imponujące jest to, że auta do dziś są w dobrej kondycji i czasem wyjeżdżają na ulice, prezentując swoje wdzięki na wielkopolskich uroczystościach i festynach.


Na zewnątrz hal mieszczących pojazdy można zobaczyć również amfibię, którą wykorzystywano do ratowania ludzi z terenów dotkniętych powodzią (między innymi w czasie powodzi na południu Polski w 1997 roku).

Wychodząc z pawilonu naszą uwagę przykuwa replika słynnego drewnianego wozu Drzymały. Michał Drzymała to polski chłop, którego postać urosła do miana legendy. Stał się on sławny ze względu na kilkuletni spór, który prowadził z administracją Królestwa Prus. Drzymała zakupił działkę od niemieckiego kupca we wsi Kaisertreu (po 1918 roku Podgradowice, a od 1939 Drzymałowo, nazwane tak ku czci lokalnego bohatera) i chciał wznieść na niej budynek. Prawo pruskie wymagało jednak uzyskania zgody administracji państwowej na wybudowanie domu. Władze, które realizowały w tym czasie politykę germanizacji, wykorzystywały ten przepis na niekorzyść ludności polskiej i zgody nie udzieliły. W tej sytuacji Drzymała kupił wóz cyrkowy i w nim zamieszkał. Władze pruskie próbowały usunąć wóz, argumentując, że pojazd stojący w jednym miejscu przez ponad 24 godziny jest domem. W tej sytuacji Drzymała codziennie przesuwał wóz o kilka metrów, używając kontrargumentu, że wóz jako pojazd ruchomy nie podlega przepisom prawa budowlanego. Walka sądowo-administracyjna trwała kilka lat, aż w końcu władzom pruskim udało się usunąć wóz. Wtedy Drzymała zamieszkał w lepiance, jednak ta wkrótce została wyburzona ze względu na naruszenie przepisów przeciwpożarowych. W tej sytuacji Drzymała był zmuszony sprzedać działkę. Nabył jednak inną, w pobliżu, ze starym domem, na remont którego niepotrzebna była zgoda urzędów.


Na koniec odwiedzamy ostatni budynek, w którym niegdyś znajdowała się szkoła. Tu znajdujemy bardziej tradycyjną ekspozycję – odznaki strażackie, ordery, sztandary, dużą kolekcję hełmów i paradnych mundurów, liczne zdjęcia i archiwalia, ale też kolekcję opakowań po zapałkach i znaczków z motywami straży pożarnej. Ciekawostką jest pracownia przyrodnicza z bogatymi zbiorami pana Albina Łąckiego – kolekcją ptasich jaj, wypchanymi zwierzętami oraz przepięknymi realistycznymi rysunkami zwierząt. Na wystawie zobaczymy również książki zilustrowane i napisane przez pana Łąckiego.




Muzeum można zwiedzić indywidualnie (od wtorku do niedzieli), a bilety kosztują odpowiednio 5 zł za bilet ulgowy i 10 zł za bilet normalny. Ciekawą opcją dla dzieci jest udział w lekcji muzealnej, na przykład podczas klasowej wycieczki do Rakoniewic. Celem takiej lekcji jest popularyzowanie wiedzy z zakresu prewencji pożarowej. Możemy w tym czasie zobaczyć na przykład wiernie odtworzone spalone mieszkanie, inscenizowany wypadek komunikacyjny czy też pokaz pożaru lasu.
Termin lekcji należy uzgodnić wcześniej z administracją muzeum, a jej koszt to 15 zł za grupę (max.20 osób).

Po obejrzeniu muzeum warto zajrzeć jeszcze na chwilę na rakoniewicki rynek. Znajdziemy tu cztery zabytkowe domy podcieniowe, które zachowały się po katastrofalnym pożarze miasta w latach 20. ubiegłego stulecia (niegdyś tego typu domy otaczały cały rakoniewicki rynek). Uwagę zwraca także oryginalna fontanna z figurami strażaków (mężczyzna i kobieta!), którzy leją wodę z sikawek do okrągłego basenu.



Muszę przyznać, że samo muzeum jak i centrum miasteczka zrobiło na mnie spore wrażenie. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Rakoniewicach, a naprawdę warto było tu przyjechać. Spędziliśmy ciekawie czas, dowiadując się mnóstwa interesujących rzeczy, a w dodatku świetnie się bawiliśmy :)

10 komentarzy:

  1. Mój synek byłby zachwycony ! Haha tak, do zeszłego tygodnia chciał być strażakiem ale orzekł, że to jednak bardzo trudny zawód bo trzeba się wspinać po drabinie bardzo wysoko więc stwierdził, że jednak zostanie weterynarzem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oto najlepszy przykład na to jak można rozpalić w dziecku ciekawość i wyobraźnię :). Kto wie, może ta wycieczka sprawi, że jednak kiedyś zostanie strażakiem?

    OdpowiedzUsuń
  3. coż za urocze miejsce;0 dobrze wiedzieć:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wpis chętnie się wybierzemy by obejrzeć tak intygujące ekspozycje umieszczone w pięknej historycznej architekturze.

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham straż pożarna i sama chce działać w straży

    OdpowiedzUsuń
  6. O maj Good ale moje dziecko bylo by zachwycone! Tyle różnych wozow strażackich w jednym miejscu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy mnie tam nie było. Ale wygląda to naprawdę interesująco. Może kiedyś tam pojadę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie marzyłam o zostaniu strażakiem, ale muzeum wygląda ciekawie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajne miejsce i podobne odwiedzamy przy każdej nadarzającej się możliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O, mój Średni byłby po prostu w siódmym niebie! Dzięki za cynk, na pewno tam pojedziemy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i Twój komentarz!